Ciekawe książki dla młodzieży - Blog

Poniedziałek, Luty 7, 2022, 15:06

Czy ludzie są ze swojej natury raczej egoistami, czy altruistami? To znaczy, czy w swoim życiu zajmują się głównie sobą, czy też pomagają innym? A może to zależy od sytuacji?

Z jednej strony bowiem pomagamy naszym braciom Ukraińcom. Ale z drugiej...

Właśnie o tym drugim przypadku traktuje to krótkie opowiadanie fantasy, zainspirowane autentycznym wydarzeniem z Poznania, które zbulwersowało media w roku pańskim 2021. Mnie zresztą też, dlatego postanowiłem po swojemu "poprawić rzeczywistość".

I jeszcze jedno: opowiadanie zaczyna się źle, ale kończy dobrze. Jak to u mnie. Miłego czytania.

 

* * *

 

"Praca anioła", nowela w stylu fantasy

 

Późna jesień 2021 roku, Poznań. Chodnikiem, obok parku Sołacz, idzie młoda dziewczyna. Jest studentką polonistyki, ma 20 lat i piękne, rude włosy. Obok niej maszeruje uśmiechnięta dziesięciolatka, którą tamta się opiekuje. Ma na imię Maja. Rozmawiają o sprawach szkolnych.

W pewnym momencie dziewczynie robi się słabo i nagle pada na ziemię. Uderza głową o asfalt, wybijając sobie ząb i traci przytomność. Z rany zaczyna sączyć się krew i rozlewać się po chodniku w rosnącą kałużę.

Dziewczynka patrzy z przerażeniem na to, co się stało. Klęka przy chorej. Chwyta ją za rękę i głaszcze. Usiłuje jej pomóc, ale nie wie jak. Jest mała i niedoświadczona. Próbuje ją ocucić. Opiekunka leży jednak cały czas nieprzytomna. Maja zaczyna płakać. Jest przestraszona i zagubiona.

I teraz najlepsze...

Obok pojawiają się ludzie, ale...

Nikt nie podchodzi, aby im pomóc. Nikt nawet nie interesuje się całą sytuacją. Przemyka kilkoro gapiów, a potem facet po czterdziestce. Patrzy. Zatrzymuje się na moment, ale po to tylko, aby nagle skręcić w boczną uliczkę. "Co ja będę się wtrącał, niech inni im pomogą, zaraz mam spotkanie z szefem".

Po drugiej stronie ulicy idzie kobieta w średnim wieku. Taszczy torby z zakupami. Odwraca oczy i udaje, że nic się nie dzieje. Najlepiej, aby tamta dziewczyna, leżąca na chodniku, znikła. Denerwuje ją. W końcu usprawiedliwia się sama przed sobą "Ależ mam ciężkie torby. Chyba nie doniosę do domu, matko, ale mnie kłuje w boku. Dobra, jak tylko doczłapię się do mieszkania zaraz wezwę policję". Kobieta ma w kieszeni telefon. Naszym czytelnikom mogłoby się wydawać, że jeśli nie chce podejść i angażować się, to mogłaby przynajmniej wezwać pomoc już teraz. Nie robi jednak nic. Znika za rogiem.

Reszta ludzi zachowuje się podobnie. Wszyscy poruszają się jak półślepe zombie z "nocy żywych trupów". Albo jak upiory w horrorach Stephena Kinga. Snują się po parku omijając problem z daleka...

Do tego momentu prawie wszystko, co napisałem, zdarzyło się naprawdę. Dziewczyna mogłaby tak leżeć nie wiadomo jak długo, gdyby w pewnym momencie nie została zauważona przez dyżurnych z monitoringu miejskiego. Został tam natychmiast wysłany radiowóz i cała sprawa skończyła się lepiej, niż by wynikało z mojego wstępu.

Kiedy o czymś takim czytam w mediach, to przestaję wierzyć w rodzaj ludzki i mam ochotę gdzieś uciec, do miejsca, gdzie wszystko jest lepsze i piękniejsze... Zaczynam się wtedy upodabniać do mojego bohatera z książek — Aleksandra, wynalazcy, który wyemigrował z rodziną z Ziemi i przeniósł się... ups.

Mało brakowało, a bym zdradził jedną z tajemnic mojej książki o Aurorze.

Nawet dziś odczuwam nieprzyjemne sensacje w żołądku na wspomnienie całej tej historii, która naprawdę zdarzyła się w Poznaniu, w środku Europy i — wydawałoby się — cywilizowanego świata...

Zostawmy jednak ten nieprzyjemny epizod i zamiast tego, proponuję Wam wejście w świat fantazji. A więc cofamy się troszkę w czasie, przenosimy do książkowego świata równoległego i...

 

* * *

 

Po drugiej stronie ulicy idzie kobieta. Taszczy torby z zakupami i charcze z wysiłku. Ma w kieszeni telefon. Mogłaby przynajmniej wezwać karetkę, ale nie robi nawet tego. Znika za rogiem.

Wtem...

Powietrze zaczyna migotać jak w upalne lato nad rozgrzanym asfaltem. Pojawia się wielokrotna tęcza, a ziemia tuż obok zapada się, ujawniając... schody do podziemi. Rozlega się odgłos podobny do małego grzmotu. Słychać szybkie kroki. Po schodach wybiega na górę dziwny stwór. Dopiero po chwili widzimy, że to potężnie zbudowany człowiek, ubrany w dziwaczny, świecący na biało kombinezon, wokół którego poruszają się jakieś rozmazane kształty. Skrzydła?

— Anioł! — krzyczą ludzie i zaczynają zbiegać się zewsząd.

— Sukinsyny — mówi do siebie facet w kombinezonie. — Zawsze to samo. To już osiemnasty wszechświat, gdzie zdarza się coś takiego. Co się porobiło z tymi ludźmi. Chyba czas na Wielki Reset...

Mężczyzna podchodzi do zapłakanej dziewczynki, głaszcze ją po głowie, uśmiecha się i mówi:

— Nie martw się, pomogę jej. Wszystko będzie dobrze.

Natychmiast wyjmuje z kieszeni cztery srebrne półkule wielkości orzechów włoskich, które umieszcza w czterech rogach, wokół nieprzytomnej studentki.

— Skanowanie — rzuca polecenie.

Na chodniku pojawia się światło, które przykrywa nieprzytomną dziewczynę grubą warstwą jakby mlecznej kołdry. Jednocześnie w powietrzu wykwita kilkanaście półprzezroczystych ekranów rozmieszczonych na wielkiej sferze. Na ekranach przewijają się wykresy, liczby i dane.

— Skanowanie zakończone — oznajmia głos, dobiegający z powietrza. Mała dziewczynka patrzy się na mężczyznę, jak na zjawisko nie z tego świata. Jest wciąż przestraszona, ale trochę mniej. Rodzi się w niej ciekawość.

— Czy Basia będzie zdrowa? — pyta z nadzieją.

— Oczywiście kochanie, zaraz ją naprawimy. To znaczy, wyleczymy. I zwraca się do systemu:

— Komputer, skrócony raport.

— Obiekt ma wylew podtwardówkowy. Wdrożyć leczenie?

— Tak. Pełna przebudowa molekularna. Start.

Biała kołdra znika, zostaje tylko jej obrys. Pojawia się niebieska i czerwona poświata. Dziewczynka patrzy na to wszystko zdumiona. Co się dzieje?

— Automat przeskanował ciało twojej przyjaciółki, Basi, a teraz ją leczy, odtwarzając jej tkanki do poprzedniego, zdrowego stanu. Wszystko, nawet wybity ząb czy naderwane w zeszłym roku więzadło w kolanie. Rozumiesz, to taki nowoczesny, przenośny lekarz. Bardzo dobry — mówi "anioł" w białym kombinezonie.

Ludzie zaczynają tłoczyć się wokół naszych przyjaciół. Niektórzy wyjmują aparaty i pstrykają fotki, aby zamieścić je na fejsie. Jakiś facet stojący najbliżej depcze kawałek materii kombinezonu i wyciąga rękę, aby ją dotknąć.

— Albo sobie natychmiast stąd pójdziesz koleś, albo tak cię kopnę w tyłek, że polecisz do Afryki i zdechniesz w czasie lotu z głodu! — mężczyzna w kombinezonie jest wyraźnie zły.

Koleś z aparatem robi się biały na twarzy i zaczyna tyłem wycofywać się w kierunku gapiów, aż zupełnie znika.

Tymczasem mężczyzna zaczyna się podnosić z kolan. — I wy wszyscy, też wynocha! Co, teraz przyleźliście? Dlaczego nikt z was nie pomógł tej kobiecie wcześniej? Idźcie stąd, pókim dobry!

W jego oczach zapalają się groźne, czerwone błyski. Gapiom wydaje się, że oczy produkują coś na kształt małych piorunów. I poniekąd mają rację. Kombinezon też zaczyna świecić na czerwono, zaczyna wiać gorący wiatr, jakby otworzyły się wrota piekieł. Na horyzoncie pojawia się czarna i fioletowa chmura, w których raz za razem zaczynają błyskać ognie. Potem tworzy się trzecia i kolejna. Słychać grzmoty i narastający wicher. Ludzie odsuwają się, ale jeszcze nie odchodzą. Są jak zahipnotyzowani. Kilka osób wciąż filmuje.

— W porządku — mówi mężczyzna, już wyraźnie rozeźlony. — Sami tego chcieliście.

Nagle, bez ostrzeżenia otwiera się niebo, które do tej pory zrobiło się zupełnie czarne i na ludzi spada wodospad deszczu. Wszyscy zaczynają krzyczeć i uciekać w popłochu. Woda leci ciurkiem z niebios, jakby wszystkie anioły zaczęły nagle płakać.

Strumienie są naprawdę silne i lecą w dół, skręcając się jeszcze pod wpływem wiatru w wiry i tworząc pionowe potoki, płynące z nieba, ku ziemi. Niektóre z nich łączą się w wielkie trąby wodne, które wirując, ścigają poszczególnych gapiów i wyganiają ich z parku, hen daleko — jakby były zdalnie sterowane. I, jak zapewne się domyślacie, tak właśnie jest.

Dziewczynka chwyta mężczyznę za rękę, ale nagle zdaje sobie sprawę, że to tylko tak na niby. Bo tam, gdzie stoją, nie pada nawet kropla wody. I jest jasno. Przebywają jakby pod kopułą, na którą w dodatku pada przez szczelinę w czarnych chmurach światło zachodzącego słońca. Wygląda to nierealnie i pięknie zarazem.

Spokojnie jest też w okolicy stawów. Zdumione kaczuszki obserwują wszystko z daleka, ale ich matka, która pływa razem z nimi, nie jest specjalnie zaniepokojona całą tą anomalią. Wydaje się bowiem, że potop ma charakter lokalny i ograniczony jest do obszaru, gdzie przedtem tłoczyli się gapie.

Tymczasem z nieba spadają hektolitry wody. Wielki mężczyzna i mała dziewczynka trzymają się za ręce, stojąc w środku małego piekła, które właśnie rozpętało się na obwodnicy poznańskiego parku Sołacz. W tym samym czasie, pod ochronną kopułą światła trwa cudowny proces rekonstrukcji mózgu nieprzytomnej dziewczyny, naczyń krwionośnych i innych okolicznych tkanek.

— Leczenie zakończone.

Dziewczynka odwraca się do leżącej. Znika czerwona, a potem niebieska poświata skanera. Studentka otwiera oczy. Dziecko wybucha płaczem, ale to jest płacz radości. Rzuca się jej na szyję.

Mężczyzna kiwa do siebie głową i robi jakiś gest w powietrzu. Ulewa, wicher i czarne niebo powoli rozpraszają się i nikną. Pojawia się czysty nieboskłon i śliczne, różowe oraz pomarańczowe obłoczki. Do parku wraca słońce.

— Muszę już lecieć. Mam dziś naprawdę dużo zajęć. Może się jeszcze kiedyś zobaczymy. Wszystko powinno być już z tobą w porządku. A tu macie prezenciki ode mnie: dwie magiczne bransoletki. Załóżcie je i nigdy nie zdejmujcie. Ochronią was w przyszłości.

Kosmonauta w białym kombinezonie zabiera srebrne sfery i wyciąga skądś dwie małe obręcze zrobione z szarej materii, po czym zakłada każdej z nich na rękę.

Dziewczyna patrzy na mężczyznę jak na postać nie z tego świata, ale uśmiecha się. Zaczyna przypominać sobie wszystko. Podnosi się z chodnika i wyciąga rękę do swego wybawiciela, aby mu coś powiedzieć, ale ten macha jej tylko na pożegnanie, odwraca się i zaczyna schodzić schodami tam, skąd przyszedł. Dziura w ziemi się zasklepia.

Na środku parku stoją dwie istoty i patrzą się na siebie zdumione. Może to był tylko sen?

— Maju, może pójdziemy sobie nad ten staw i nakarmimy kaczki. Mam dziś w torbie nasiona słonecznika. 

Dziewczynka patrzy i śmieje się. Bierze kobietę za rękę i idą razem dalej, patrząc na przelatujące nieopodal ptaki. 

— Zobacz Maju, nasze bransoletki świecą!

 

* * *

 

Mój komentarz:

Jak zapewne zauważyliście, dziewczynka występująca w tym opowiadaniu fantasy ma na imię Maja. To nie przypadek.

To ta sama postać, która jest jedną z głównych bohaterek cyklu powieści "Aurora i Superprzyjaciele". Jedyna różnica jest taka, że w opowiadaniu ma dziesięć lat, a w książce jest już rozwiniętą nastolatką.

 

Powieść fantasy dla młodzieży "Aurora i Superprzyjaciele". Wystarczy kliknąć, aby błyskawicznie kupić i pobrać pliki na swój komputer, smartfon lub czytnik Kindle:

 

 

 


Brak komentarzy.
(*) Pola obowiązkowe
Copyright ©2021-2022 Auroraisuperprzyjaciele.pl. Polskie, ciekawe książki dla młodzieży z elementami edukacji i dydaktyki, opowiadania i powieści dla dorosłych oraz inne rzeczy, które przyjdą Autorowi do głowy. Uwaga, w moich książkach nie ma scen przemocy, a wszystkie opowieści zawsze dobrze się kończą. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.



Ta strona może korzystać z Cookies.
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.

OK, rozumiem lub Więcej Informacji
Informacja o Cookies
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.
OK, rozumiem