Ciekawe książki dla młodzieży - Blog

środa, Grudzień 22, 2021, 11:25

Nie od dziś wiadomo, że zarówno klasyki jak i współczesne, niezwykłe i wartościowe książki dla młodzieży stanowią wspaniałe pole do eksperymentowania z tekstem i z pomysłami. Nastolatki to wdzięczna publiczność, która właśnie opuściła swoje dzieciństwo, ale jeszcze nie stała się w pełni dorosła. Pisarze mogą więc poruszać się na skraju dwóch światów: bajek i fantazji oraz tematów poważnych. Można je nawet mieszać w jednej powieści. Tak jest na przykład w seriach z cyklu "Felix, Net i Nika" czy "Harry Potter".

Ja zrobiłem to samo w tym sensie, że moja powieść o Aurorze też opowiada o przygodach nastolatków i też zawiera wątki fantastyczne i poważne, które są istotne dla naszego świata, co pozwoliło na skonstruowanie całkiem niezłej opowieści (to jest opinia mojego przyjaciela, który przeczytał pierwszy tom "Aurory i Superprzyjaciół" oraz początek drugiego).

Najtrudniej było zaplanować te wszystkie wątki, przygody i postacie tak, aby razem tworzyły spójną całość przez wszystkie 13 tomów. Ale udało się. W tym celu rozrysowałem sobie wielgachną mapę wszystkich wydarzeń, którą zresztą kiedyś opublikuję. Oczywiście nie teraz, bo nie mielibyście takiej przyjemności z czytania mojej powieści, gdybyście wszystkiego się dowiedzieli i poznali przyszłe wydarzenia z owej powieści, prawda? Ale wracajmy do naszej historyjki.

Opowiada ona o tym, jak przypadek rządzi naszym życiem — z czego my w ogóle nie zdajemy sobie sprawy — mając je za proste, przewidywalne i uporządkowane.

 

* * *

 

Teoria Chaosu, czyli o tym, jak przypadek rządzi naszym życiem 

 

Jest 11:30. Znany pisarz powieści detektywistycznych, Remigiusz Wróz, wychodzi z domu na zakupy. Obok osiedla, w którym mieszka, przebiega linia autobusu 999, którą lubi podróżować, albowiem dziwnym trafem jest tam zawsze mało ludzi. Poza tym, linia ta ma bardzo długą i zawiłą trasę przebiegającą przez różne dziwne miejsca w mieście i zakamarki. A Remigiusz zawsze uwielbiał różne niesamowitości i inne nietypowe rzeczy.

W momencie, w którym ma już zamknąć drzwi — dzwoni telefon. I to nie smartfonoidalny, wyglądający zazwyczaj, jak tablica rozdzielcza samolotowego kokpitu w miniaturze, ale prawdziwy telefon, który stoi u niego w pokoju na kominku. Tak, drodzy czytelnicy, Remigiusz uwielbia stare rzeczy, prostotę i funkcjonalność, dlatego posiada oprócz komórki, tradycyjny, piękny model z lat 60. dwudziestego wieku. Ja, Autor tej historii, też zresztą mam podobne gusta, ale o tym opowiem kiedy indziej. Na razie tylko dodam, że to nie jest historyjka o mnie, jakby kto podejrzewał.

To prawda, że czasem pisarze pod płaszczem fabuły, upychają w swoich powieściach własne przeżycia albo wręcz opisują samych siebie. Ja też tak zrobiłem, ale to znów temat na następny post.

Powróćmy do naszego wymyślonego pisarza, który właśnie wychodził z mieszkania, aby zdążyć na swój ulubiony autobus o numerze 999, który miał go zawieźć wprost pod drzwi jego równie ulubionego sklepiku, mieszczącego się na skraju lasu, co, przyznacie sami, było dość nietypowe (jak na taki sklepik).

Remigiusz, podobnie jak ja, nie znosił supermarketów, w których korporacje nie tylko na dużą skalę stosują w stosunku do swoich klientów kupujących na śniadanie bułeczki z mlekiem — obrzydliwie skuteczne manipulacje, czy wręcz zwykłe, ordynarne kanty — ale i powodują wzrost bezrobocia oraz nierówności społecznych w szerszym aspekcie, przez zagarnianie zasobów rynkowych.

Tak więc nasz pisarz, Remigiusz Wróz, autor poczytnych kryminałów, zatrzymał się nagle, kiedy usłyszał dzwonek swojego telefonu. Zaczął zastanawiać się nad tym, czy aby nie wrócić się do mieszkania i już zaczął iść w kierunku pokoju, kiedy potknął się o coś leżącego na podłodze i — zupełnie jak detektyw Don Breg, mój bohater z książki dla młodzieży "Aurora i Superprzyjaciele" — zamachał tragicznie rękami w nadziei utrzymania równowagi. Pomogło to o tyle, że zamiast rozbić sobie nos — wylądował na miękkiej kanapie, którą zresztą sobie zrobił sam, bo był też niezłym stolarzem.

Był to pierwszy taki moment, w którym do jego życia wtrącił się przypadek. Dlaczego to takie ważne? O tym za chwilę.

Przypadek, jak wiadomo, to brat chaosu, który jest z kolei bliskim krewnym o wiele potężniejszej od niego siły — pani Entropii — bo to ona ma we wszystkim, co zrobimy i co nas spotka w życiu, ostatnie słowo. O tym też jest moja nowa powieść, ale wróćmy do akcji.

Tak więc Remigiusz nie rozbił sobie nosa, co było szczęśliwym zdarzeniem numer jeden. Ale to nie wszystko.

Remigiusz poleżał sobie trochę na swojej kanapie, podumał, podrapał się po głowie i wstał. Dotarło do niego, że już nie zdąży na swój ulubiony autobus o numerze 999, którego rozkład ściągnął sobie kiedyś z internetu, wydrukował i powiesił na ścianie w kuchni.

Ten autobus był nietypowy i przyjemny, ale rzadko jeździł, więc bohater naszej historii postanowił pójść sobie do sklepiku na piechotę. Tak naprawdę to nie było wcale daleko.

Idąc ulicą Miejską, Remigiusz Wróz zaczął — podobnie jak ja kiedyś — zastanawiać się nad przypadkiem, który kieruje ludzkimi losami.

Ludziom, z powodu licznych błędów w aparacie myślenia, wydaje się na przykład, że świat jest niczym miasto, do którego wystarczy tylko mieć odpowiednią mapę i już — pomyślał Remigiusz. — Można iść przez życie, pokonując kolejne uliczki i w końcu dojdzie się tam, gdzie się chce. Wystarczy więc je odpowiednio zaplanować, zrobić sobie życiowy plan, a potem trzymać się go.

Tak przynajmniej twierdzą liczne poradniki na temat tego "jak być pięknym, zdrowym i bogatym", których nadreprezentacja w księgarniach w postaci połączonej makulatury grafomaństwa, mitologii i pobożnych życzeń, wywiera wcale interesujący wpływ na nasze, i tak mało czytające, społeczeństwa.

Uniwersalna rada z tych natchnionych dzieł brzmi: zaplanuj swoje życie i ciężko pracuj realizując plan, pozbądź się toksycznych ludzi ze swego otoczenia, bądź sobą i bla, bla, bla, a będziesz szczęśliwy i może nawet bogaty.

A guzik.

Życie jest proste, ale tylko dla nielicznych.

Dla tych na przykład, którzy posiadają niesamowicie wysoki IQ czyli iloraz inteligencji, dzięki któremu mają znacznie szerszą perspektywę w oglądzie świata.

Jest jeszcze druga grupa szczęśliwców: to ci, co urodzili się bajecznie bogaci i odziedziczyli wielki spadek.

Dla całej reszty życie jest dalekie od prostoty i przypomina raczej wielowymiarowy, skomplikowany fraktal pełen czarnych dziur i innych atrakcji, w które można wpaść; to takie metawersum (które oczywiście... też występuje na kartach mojej powieści; na marginesie: wymyśliłem to pojęcie lata wcześniej niż pan Cukiereczek, poniekąd właściciel fejsa.

Poza tym, w statystyce istnieje "czarny łabędź", którego nie znoszą zwłaszcza różne cwaniaczki i kombinatorzy, na przykład ci, co żyją ze spekulacji giełdowych, ponieważ pozbawia ich zysków, a najczęściej powoduje po prostu, że tracą wszystko, co mają (no i dobrze). Tak jak to było w 1929 roku i później, podczas wielkiego kryzysu, który sami wywołali, i z którego skorzystał później pewien nikomu nieznany wcześniej malarz-amator, niejaki Adolf Hitler, co skończyło się wojną.

O tym też pewnie warto by napisać, bo powiązanie spekulantów amerykańskich z Wall Street i II Wojny Światowej to świetny temat na powieść szpiegowską :-). Może nawet dałoby się dodać trochę elementów fantastyki naukowej?

W każdym razie, te pasożyty kupują i sprzedają akcje, opcje na akcje, derywaty, a nawet handlują ryzykiem kupowania i sprzedawania tego wszystkiego w tak zwanych "funduszach hedgingowych". Nazywa się to wszystko "bankowe instrumenty pochodne" i służy generalnie do różnych machinacji na takim poziomie skomplikowania, że to, co tamci robią, rozumieją tylko oni sami i może kilku profesorów ekonomii. Dla innych ludzi to czarna magia. Na tej różnicy w wiedzy zarabiają gigantyczne pieniądze mniemając, że nikt ich nie będzie w stanie skontrolować.

Ale i na nich znaleziono bacik. Do analizy takich skomplikowanych transakcji zatrudniono komputery i sztuczne inteligencje, które potrafią rozpracować złożoną topologię powiązań pomiędzy różnymi spółkami i milionami zmiennych tworzących razem coś, co zwie się "chaosem deterministycznym".

Niby praca jak każda inna, ale spekulowanie na dużą skalę powoduje jedną nieciekawą rzecz: wahania różnych wskaźników na giełdzie, potem na rynku, następnie w gospodarkach światowych, a wreszcie robi się z tych machinacji światowy kryzys — na przykład taki, jaki był ostatnio w roku 2008 — albo mordobicie, czyli wojna.

Dlatego Remigiusz prywatnie nie cierpiał tych ludzi, i dlatego także, podobnie jak Autor piszący te słowa, miał ich za pasożytów...

W tym momencie Remigiusz przerwał swoje rozmyślania, podniósł głowę i zobaczył przed sobą cudowne, zielone oczy dziewczyny, która też szła ulicą Miejską pogrążona w rozmyślaniach, i też sekundę wcześniej uniosła na chwilę głowę.

To był drugi moment, w którym tego dnia zaingerował przypadek.

Remigiusz i dziewczyna wpadli na siebie, a ponieważ on był zdecydowanie od niej cięższy, przewrócił ją na plecy i tylko jeszcze, w jakimś nieziemskim refleksie, zdążył chwycić jej płaszcz, tak że biedaczka nie walnęła się w potylicę, a łagodnie osunęła się na ziemię.

Remigiusz leżał na dziewczynie, a ponieważ było ciepło, bo była wiosna i dwa, dziewczyna miała naprawdę śliczne oczy i uśmiechała się do niego — ociągał się ze wstaniem. Dziewczyny też ta cała sytuacja specjalnie nie martwiła, nawet wręcz przeciwnie i pewno dlatego się uśmiechała.

Aby nie rozwlekać za bardzo tej historii, bo pewnie moi czytelnicy już pragną dowiedzieć się, dlaczego w ogóle o tym wszystkim napisałem — dokonam błyskawicznego montażu akcji, tak jak się to dzieje w naszych snach albo w niektórych książkach — i przeskoczymy tak z 8 lat do przodu.

 

* * *

 

Remigiusz i Alicja (bo tak się nazywała ta śliczna dziewczyna), siedzą sobie właśnie w restauracji i jedzą zupę z soczewicy (bardzo dobra, polecam), a obok nich chłopczyk i dziewczynka, które, jak dobrze się domyślacie, są ich dziećmi.

Już rozumiecie, czemu napisałem tę historię?

Jeśli tylko trochę, to już tłumaczę. Jeśli 8 lat temu w pokoju Remigiusza nie zadzwoniłby telefon od jego agenta, to ten pierwszy nie spóźniłby się na autobus i zrobił swoje zakupy w ulubionym sklepie mieszczącym się na skraju lasu. Jednak wtedy nie poznałby swojej przyszłej żony.

Powiem więcej. Gdyby Remigiusz i Alicja szli tylko minimalnie szybciej albo minimalnie wolniej, to również nigdy by się nie spotkali, bo okno czasowe nakładających się koincydencji, kiedy to oboje wyruszyli na spacer, a później skręcili w ulicę Miejską z dwóch krańców miasta, miało może kilka sekund.

O ich małżeństwie zadecydował więc przypadek. Niezwykle ciekawe zjawisko, będące jedną z osobliwości czegoś większego, co zwie się Teorią Chaosu*.

 

*) Część z tego pomysłu zostało wykorzystane w poniższej powieści.

Książka fantasy dla młodzieży "Aurora i Superprzyjaciele". Wystarczy kliknąć, aby błyskawicznie kupić i pobrać pliki na swój komputer, smartfon lub czytnik Kindle:

 


Brak komentarzy.
(*) Pola obowiązkowe
Copyright ©2021-2022 Auroraisuperprzyjaciele.pl. Polskie, ciekawe książki dla młodzieży z elementami edukacji i dydaktyki, opowiadania i powieści dla dorosłych oraz inne rzeczy, które przyjdą Autorowi do głowy. Uwaga, w moich książkach nie ma scen przemocy, a wszystkie opowieści zawsze dobrze się kończą. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.



Ta strona może korzystać z Cookies.
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.

OK, rozumiem lub Więcej Informacji
Informacja o Cookies
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.
OK, rozumiem